wtorek, 12 kwietnia 2011

Paulo Coelho — Czarownica z Portobello

Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie.

niedziela, 30 maja 2010

jak dwadzieścia mil przejść, by przetrwać jeden życia dzień. Lat dwieście przespać by sił zebrać na jeden krótki wdech. Dla Ciebie wstać, kiedy sił brak, twarz rozbudzoną o porankach uśmiechem radosnym opromienić – wszystkiemu wbrew tak na wskroś , względnie smutkowi temu na wspak.
Wiem, że życie te w moim jest zapisane, słowa te na zawsze w myśli moje będą wpisane. Niczym palce w dłoniach przeplecione oddechy, gesty, myśli, słowa..dusze ..ciała rozdzielone.
Jestem wiatrem, podmuchem niestatecznym życia obecnością swą mierzwiącym. Cieniem, smugą powłóczystą, echem, w lustra odbiciu postacią przeźroczystą. Jak ptak dziki do niewoli wzięty, co noc ku księżycu łzy roniący, a w łzach tych smutek i rozpacz swą topiący. Bez skrzydeł mocy i wiary, opada na ziemię, pętami srogimi w niewoli tej splątany. Leży, oddycha, porusza, w codzienności trwając, trwaniu byt tym ogarniając, by przeczekać … Jak roślina uschła suszy wbrew na deszcz i życie nowe czekająca . Wiem jak to jest wybrać życie, gdy powolnym umieraniem wszystko wokoło się staje. Wiem jak to jest wybrać oddech, gdy w bezdechu słowo każde w gardle niewypowiedziane ostrzem dławiącym staje. Wiem jak to jest wybrać spokój, gdy w chaosie myśli wszystkie uciekają nieposłusznie rozbiegane. Niech będę przekleństwem w wyborach zapisanym, niech będę omenem w dniu każdym przerażeniem po godzin ostatnich krawędzi wypełnionym. By być i trwać, na straży swoich własnych snów nieustannie stać, ciszę oswoić z dniem i nocą pokornie się pogodzić.
Zrozumieć istotę, własnych lęków i niemocy prostotę, w eterze tym zagubiony odnaleźć czas, ten sam, w którym od tak dawna już nie ma nas. Jestem, byłam, będę, zawsze gdzieś obok, blisko gdzieś tam, tuż za najbliższym schowana życia zakrętem.

niedziela, 5 lipca 2009

piątek, 12 grudnia 2008

-dlaczego płaczesz ptaszyno? za czym tęsknisz?
spytał człowiek
- za wolnością tęsknię, za wolnością
odpowiedziała ptaszyna
-przeciez masz u mnie wszystko...ciepło, jedzenie i miłosc
-umieram, gdy w moich skrzydłach nie czuć wiatru

-leć więc
odpowiedział człowiek i wypuścił piękną z klatki
odleciała wprost do nieba, ku słońcu kierując swoje szlaki

czwartek, 6 listopada 2008

do mnie przyjdź

dłonią swoją moją chwyć

po cichu ciało odprowadź , palcami opuść powieki moje

szyję tętniącą, twarz bielejącą

oplątaj,

oddechem gasnącą,

oplątaj

utul snem bez przebudzenia

winą bez przebaczenia


wtorek, 14 października 2008

a gdy zastygnie żar ogniem własnym wypalony,
płomień zgaśnie jak życie podmuchem wczorajszym zagaszonystanie się noc w objęciach dzień tuląc zatracony

siedzisz wzrok wpatrując w obraz od patrzenia poblakły
siedze wzrok w ciebie wpatrując od nadzieji z sił opadły

szukasz wiary i swojego własnego spełnienia
szukam ciepła i twojego umysłu zrozumienia

niestała swoim wnętrzem roztargana
dzisiaj jestem, jutro wstanę i po cichu odejdę

i stanie sie nicość
i będzie tak jak gdyby nigdy nas nie było
jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło

ciało zatonie mi w innych objęciach zimne i zapomniane
źrenice zatoną mi w innych oczach zmęczone i zapłakane

i będzie przestrzeń
i będzie pustka
i będzie strach
przed tym, że przecież nigdy nie było nas.

poniedziałek, 14 lipca 2008

a trawa pod stopą bosą pokłonem się ugina, ostrzem skrytym w źdźbłach nowonarodzonych ruchem każdym nogi podcina,do przodu wciąż uparcie ciągnie krokiem niezwinnym, chwytając wiatr za podmuchem goniąc niewinnym chwytając wiatr ze wzrokiem zapatrzonym, zmąconym, leniwym okropne okropieństwo, zawirowało wiatrem nieznośne nieposłuszeństwo, dzieci uciekły, ptaki zamilkły,przystanęła piękna, zaskoczona przestrzenią, co nagle jestewstwo jej ogarnęła uklękła piękna, szumem zatrwożona, niepojętością sytuacji przerażona,upadła ciałem całym, niestałym
otwarłam oczy, w fotelu wygodnie usiadłam, papierosowym dymem włosy otrałam oto jestem, w psychodelicznym czasie, pomiędzy ziemią a niebem przykucłam sobie właśnie oto jestem, w codziennym transie, ja i ona w nieskończonej walce siostrobójczej wojnie o to która świecić ma jaśniej dziś ja, ona jutro ..po bitwie krajobraz i stłuczone w duszy lustro w lustrze odbić moc, a każde zachęcająco z uśmiechem woła no chodź..przyjdź, podejdź dostrzeż którąś z sióstr, zasmakuj siostrzany trujący spojrzenia miód
przybliż, dotknij i zgiń zmrożony przez lustrzanego serca lód zobacz, poczuj dostrzeż w tej paranoicznej myśli cud by w sennej zdobyczy dla siebie znaleść rolę, miejsce i przestrzeń, by w moją swoją obrócić wolę weź mnie za rękę, pobiegniemy nad rzekę, wejdziemy nagością naszych ciał cali duszą i ciałem najgłębiej jak się tylko da, nie zaczerupując oddechów już więcej zanurzymy postacie swe w cudownym rzeki tej odmęcie,wejdziemy i zamkniemy na powrót oczy, a ptaki przylecą i dzieci rozbawione przybiegną i stanie się przestrzeń, nadejdzie przeczekania czas, obudzi nowy rok, gdzieś tam gdzie nie będzie już nas

***

***
***